czwartek, 22 listopada 2012

Mouse On The Track "Millionaire Dreamzzz"


W czasach dominacji w rapowym mainstreamie różnych jęczących ciap typu Drake oraz Kendrick Lamar, popowych singli ciągnących do góry płyty na billboardzie i hajpu na pseudotrap, Mouse On Tha Track nagrywa i produkuje mikstejp w swoim własnym bangerowo-funkowo-osiedlowym stylu mając wszystkie te przejściowe mody gdzieś - to zdanie mogłoby równie dobrze kończyć tę recenzję, ale to też dobra zachęta do zapoznania się z całym tekstem, jak i samym mikstejpem Millionaire Dreamzzz (pisownia oryginalna).

Zastanawiam się, na ile potrzebne jest czytelnikowi Bengtajmu przedstawianie Mouse On Tha Track a.k.a. Swagga Fresh Freddie. Niemal legendarnym numerem dla twórców bloga jest "Top Notch" Lil Boosie'go, gdzie ziomek zarówno odpowiedzialny jest za produkcję, jak i jedną zwrotkę. Są zapewne tacy, którzy wiedzą doskonale, kim jest Mouse i występuje u nich jaranko jego beatami. Druga grupa nie wie nic i sama ksywa mówi im tyle, co Gucci Mane'owi miasto Wrocław. Ziomek nagrywa bangery, ale trzyma się raczej swojej kliki, Trill Fam i zaprzyjaźnionych graczy z południa - Atlanta, Houston, ale przede wszystkim rodzinnego Baton Rogue.
Kij zatem z przedstawianiem jego dyskografii, dotychczasowych dokonań i planów wydawniczych. O tym ostatnim nie wiem kompletnie nic i podejrzewam że sam Swagga Fresh Freddie mógłby powiedzieć  niewiele więcej niż ja. Kluczowe jest to, że w obliczu długiej odsiadki Boosie'go - bezwzględnego lidera Trill Entertainment, różnych drobnych nieporozumień pomiędzy jego rodziną, a pozostałymi członkami wytwórni, ziomki wrócili do totalnego undergroundu. Mikstejp rozdawany jest za darmo w foliowym opakowaniu, a raper chwali się na Twitterze, że udało się dotrzeć dla ludzi, którzy gotowi są za niego zapłacić - rewelacja, co nie?

Mam wielki problem z rozpoczęciem tego akapitu, bo opisanie, przecież dosyć nieskomplikowanej warstwy muzycznej Millionaire Dreamz, wcale nie jest takie proste. Styl Mouse'a nie ma praktycznie nic wspólnego z tym, co usłyszeć można na ostatnich mikstejpach Gucci Mane'a, Yo Gottiego czy Yung Joca. Bangery są z lekka oldschoolowe dzięki "brudnemu" brzmieniu - wykorzystywane instrumenty, sample nie są czyszczone w celu uzyskania krystalicznie czystego dźwięku. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że sporo rzeczy zostało dodatkowo efektami "postarzone". Gdy doda się do tego wyraźne inspiracje, jak i elementy funku oraz nawet soulu, otrzymujemy coś, co stylistycznie leży pomiędzy Atlantą w wykonaniu kolektywu Dungeon Family z przełomu tysiącleci, a Houston z czasów duetu Paul Wall & Chamillionaire. Może być, że z sentymentu i że to kwestia gustu - mi to się podoba i za to propsy dla Mouse'a się należą. Domyślam się jednak, że niektórych może to razić, a takie brzmienie może być odbierane jako niedopracowane.

A co najlepiej pasuje do oldschoolowego bangerowego rapu? Swagga Fresh Freddie oryginalny nie jest, a tytuł mikstejpu najlepszym tego dowodem. Bragga i kobiety to podstawa i jakieś 90% treści mikstejpu.  Wyróżnia się zamiłowanie Mouse'a do kobiet. Co więcej, zdaje się on doceniać pod różnymi względami, nie tylko fizycznymi - propsy za linijkę "she a smarty pants, but her booty's dumb dumb" się należą. Poza tym, naprawdę nie ma o czym gadać. No chyba, że ktoś oczekuje, że będziemy tu analizować wszystkie aspekty refrenu o następującej treści:
"Imma give her that lumber, lumber. Give her that lumber.
She want good pipe, but she need good plumber.
Metafory proste, tekst wulgarny, tematy - podejrzewam - z życia wzięte ;) Mi tyle dla przyjemnych osiedlowych bangerów wystarczy, pasuje jak ulał. Oczywiście o wszelkich technicznych popisach, czy jakichś szalonych skillach szybkiego nawijania, możemy zapomnieć. Do poziomu wspomnianych wcześniej Paula Walla, Chamillionaire'a, czy OutKastu w ich najwyższej formie brakuje mu kilka lig wzwyż.

Na koniec napomknę o paru mankamentach, żeby nie było, że nie ostrzegałem. Większość gości na mikstejpie jest jeszcze mniej znana, niż sam Mouse. Jest Mystikal czy Kila Kyleon, ale jedna jaskółka wiosny nie czyni. Główny bohater posiada szereg drażniących/urozmaicających wtrąceń będących jego znakami charakterystycznymi (regularnie słyszymy z tła wykrzyczane "yeah dat me!"). Lubi on też często przeciągle pojękiwać, co czasem przypomina płacz kilkuletniego dziecka, ale swoją drogą jest zaskakująco bardzo dalekie do pełnego cierpienia jęków autorstwa Drake'a czy The Weeknd i dodaje bangerowego charakteru. Zaciekawiłem? Mam nadzieję, bo warto. "Mouse On Tha Track - Millionaire Dreamzzz", Bang Time poleca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz