wtorek, 31 stycznia 2012

Podsumowanie 2011 - najgorsze okładki roku


Najgorsze hiphopowe okładki to temat, który pojawił się spontanicznie podczas którejś audycji Bang Time i od tego momentu towarzyszył nam przez dłuższy czas. Nie da się również ukryć, że 2011 był pod tym kątem wyjątkowo obfity. Jako że nie wiadomo kiedy nadszedł ostatni dzień stycznia, czas zakończyć podsumowania tym prześmiewczym rankingiem. Panie i panowie - oto najgorsze okładki roku 2011. Wybór oczywiście w stu procentach subiektywny.

Zacznijmy od dwóch okładek, które nie są do bólu złe, ale miejsce dla nich musiało się tutaj znaleźć:

1. Drake - "Take Care" czyli "okładka płyty jest równie kiczowata, co muzyka na niej zawarta":



2. 2 Chainz - "T.R.U. REALigion" czyli "mam tyle charyzmy i taki fame, że mogę sobie zrobić fotę przy pisuarze, wrzucić na okładkę i nikt tego nie wyśmieje".



No dobra, my wyśmialiśmy...

Czas jednak na kilka wyróżnień, które choć na pewno zrobią na Was wrażenie, są jednak niczym wobec tego, co nastąpi w top3:

50 Cent - The Big 10




50 wydał całkiem niezły mixtape, ale z okładką ewidentnie mu nie poszło.

Yung Joc a.k.a. Tha Notorious J.O.C. - Ready To Fly



Nawiązania do Biggiego są nadto oczywiste. Ksywka, tytuł, okładka... Niemniej jednak jest to rasowy przykład, kiedy to inspiracja legendą rapu wyszła nie tak, jak powinna. Skrzydełka u dzieciaka są idiotyczne same w sobie. Jeśli jednak zestawimy je z tytułem, w którym pojawia się słowo "fly" i z myślą, że ktoś te rzeczy w taki sposób połączył - możemy tylko pogratulować niecodziennie niskiego poziomu kreatywności. Dobrze, że chociaż sam mixtape trzyma poziom.

Daz Dillinger - D.A.Z.



Jeśli chodzi o najgorsze hiphopowe okładki w ogóle - prym wiedzie na pewno Daz Dillinger. W duecie z Kuruptem chłopaki w ogóle biją już wszystkie możliwe rekordy. W roku 2011 raper z Long Beach również nie zawiódł. Powyższe dzieło jest doskonałym przykładem, jak można stworzyć okładkę w 5 minut bez choćby namiastki pomysłowości. Trzeba oczywiście wrzucić groźnie wyglądającą facjatę rapera. Cóż by tu jeszcze? Może jakieś wieżowce i palmy - w końcu jesteśmy w Kalifornii. Ano i koniecznie spis featuringów, bo złudnie liczymy, że ktoś oprócz mamy wykonawcy ten album kupi. A potem najważniejsze - zamiast kropek zróbmy dziury po kulach. GENIALNE!

Gorzej być nie może? Otóż może...

Lil B - Angels Exodus



Na pierwszy rzut oka jest to murowany zwycięzca tego rankingu. Czemu więc obdarzyłem go tylko wyróżnieniem? Otóż w przypadku Lil B jestem w stanie uwierzyć, że mamy do czynienia z celową prowokacją i doprowadzonym do przesady kiczem. W końcu ten koleś wypuścił kilka miesięcy później płytę pt. "I'm Gay". Uważam zresztą za niemożliwe, by ktoś spojrzał na namalowanego murzyna wiszącego na krzyżu z chainem na szyi, kieszeniami wypchanymi kasą, w otoczeniu stanika i majtek kobiecych, po czym stwierdził - "wow, to jest dobre!".

Dość tych wyróżnień, czas na top3:

3. Gucci Mane - "The Return of Mr. Zone 6"



Gucci Mane stał się pośmiewiskiem fanów hiphopu, gdy tylko wytatuował sobie loda na twarzy. Wyszło to tak źle, że aż sam autor tego dzieła publicznie przyznał, że już nigdy więcej nie podejmie się zrobienia komuś tatuażu w takim miejscu. Co uczynił Gucci Mane? Wcale krytyką się nie przejął, zatrudnił rysownika o gorszych skillach niż przeciętny student pierwszego roku ASP i wrzucił swoją podobiznę na okładkę. A może to miała być karykatura? Było nie kombinować i po prostu umieścić swoje zdjęcie...

2. Ace Hood - "Blood, Sweat & Tears"



Ace Hood może zaliczyć rok 2011 do udanych - nie tylko wydał świetny mixtape pt. "The Statement 2", ale i jego album "Blood, Sweat & Tears" sprzedał się całkiem nieźle. Tego samego nie może niestety powiedzieć autor okładki do drugiego z wydawnictw, który powinien teraz honorowo uciąć sobie obie ręce. Hasło "Blood, Sweat & Tears" odzwierciedla niestety nie tylko poziom okładki, ale i moją reakcję podczas słuchania tej płyty.


Uwaga, uwaga, czas na laureata tego zestawienia...


1. Swifty McVay - "Helltotellthecaptin LP"



Czy ktoś z Was pamięta, że Swift z D12 wydał w 2011 solowy album? Don't worry - gdyby nie ta okładka w specjalnym folderze na kompie, też dawno bym zapomniał. Tak naprawdę, gdy na nią patrzę, odechciewa mi się wymyślać nowych szyderstw, bo wybór ten broni się sam. Nie tylko wycięto na chama niezbyt skądinąd wyjściową facjatę rapera i wrzucono na czarne tło, które rozjaśniono niewyraźnym ogniem, ale również całość okraszono jakże oryginalną czcionką. Zwróćcie także uwagę na to, jak sprytnie za pomocą kolorów wyróżniono poszczególne wyrazy w tym bez sensu połączonym tytule. Przypuszczam zresztą, że miały być przerwy, ale grafik (LOL) nie umiał tego zrobić inaczej, wiec tak już zostało...

No to jakby komuś było mało, na zakończenie dzieło już z 2012, które daje nadzieję, że na początku przyszłego roku takie podsumowanie również powstanie. Too Short i jego zapowiedziane "No Trespassing":



Propozycje, komentarze, polemika, wolne wnioski? Aktywność wskazana.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Swifty McVay rządzi !!!! Naprawde można się pośmiać :) Fajny post !!! Więcej tego typu !!!

Prześlij komentarz