niedziela, 10 kwietnia 2011

D12 "Myband" - Sława i ponowny upadek kumpli Eminema

"My Band" największy singiel D12 opowiadał o tym, że "laski nawet nie wiedzą" jak nazywa się zespół Eminema
Na początku tego roku Eminem podpisał kontrakty z Yelawolfem i Slaughterhouse próbując w ten sposób odrodzić... Shady Records. Niegdyś potężny label mający udziały w albumach 50 Centa i Eminema oraz mocny zestaw mniej znanych artystów od dłuższego czasu był aktywny niczym zagrzebane w ziemi kilkuletnie zwłoki. Teraz ma się to zmienić, ale wygląda na to, że ekipa D12, mimo dwóch albumów sprzedanych w milionach kopii, zostanie tam gdzie jest - czyli głęboko w (du*ie, eee) undergroundzie Detroit. W rozwinięciu zestawiam wczesne dokonania D12, ich największe sukcesy i najnowsze... wyjątkowo nieszczęsne nagrywki.

Początki D12 znają wszyscy, więc streszczę je do jednego zdania. Eminem i jego kumple jeszcze w latach 90. stworzyli zespół, jednak tylko Shady osiągnął sukces, ale lojalnie zrobił co w jego mocy, by pociągnąć ekipę ze sobą. Wyszło.
Eminem wydał pierwszy album dla Aftermath - krążek się sprzedał. Na drugie w dyskografii Marshall Mathers LP udało się przemycić osiedlowych kumpli w dwóch kawałkach, brzmiały one nawet sensownie (Amityville, Under The Influence). Kolejnym krokiem był klip - niby Eminem był już gwiazdą, D12 zebrało już trochę doświadczenia, ale amatorszczyznę jeszcze widać - Rok 2000 "Shit On You":
Niech będzie. Pierwszy album (Devil's Night 2001 rok) okazał się umiarkowanym sukcesem, głównie dzięki singlowi Purple Pills a.k.a. Purple Hills. Nie było to spore zaskoczenie, biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z praktycznie kolejnym solowym występem Eminema okraszonym gościnnymi zwrotkami członków D12:
Lata 2003 i 2004 to chyba najwyższy szczyt kariery Eminema - The Eminem Show, film 8 Mila, sukces 50 Centa i nagrodzone Oscarem Lose Yourself sprawiły, że każdy na świecie musiał wiedzieć kim jest Marshall Mathers. Taki klimat sprzyjał próbie ponownego sprzedania masom D12. Singiel My Band opierał się na całkiem ciekawym autoironicznym pomyśle. Teledysk i piosenka jest tak pełny wyśmiewania się z samego siebie, że nagranie parodii tego numeru jest praktycznie niemożliwe:

Tylko i wyłącznie w pierwszym tygodniu w USA krążek D12 sprzedał się w ponad pół milionach kopii. Amatorszczyzny widać już nie było, co pokazał kolejny singiel, chyba najbardziej "bangerowy" numer w dyskografii Eminema 40 Oz.:

Potem było już tylko gorzej. Eminem stracił rozpęd na albumie Encore, Proof zginął w strzelaninie, doszło jeszcze więcej narkotyków, kryzys 50 Centa... To tak w skrócie. 2 lata temu Eminem wrócił z albumem Relapse. Wydawało się, że kolejnym krokiem powinna być sensowna reaktywacja D12. Do tej pory jednak nic tego nie zapowiada. D12 planuje właśnie wydać mixtape, ale nawet na okładce próżno szukać Eminema.



Ziomki nagrali nawet teledysk, ale jak to wygląda, lepiej nie pytać. Nawet w Polsce kręci się klipy, które kilkunastokrotnie przekraczają budżetem najnowszy materiał D12. Dobrze, że w numerze gościnnie wystąpił Trick Trick, bo gdybyśmy na refrenie mieli słuchać kogoś z ekipy, byłoby jeszcze gorzej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz