niedziela, 2 stycznia 2011

Album Rap 2010: Big Boi (podsumowanie roku)

Sir Lucious Left Foot: The Son Of Chico Dusty
W ostatni czwartek 2010 roku podsumowaliśmy ostatnie 12 miesięcy wyróżniając 10 kategorii. Niegdyś chyba najbardziej prestiżowe wyróżnienie jakie można sobie było wyobrazić, dziś także w biznesie hiphopowym schodzi chyba już na dalszy plan. Ciężko nam było wybrać najlepszy album rap. Brakowało w tym roku pozycji wybitnych i przełomowych (sorry Kanye). Wygrał Big Boi. Sprawdź dlaczego.

Oto 5 powodów dla których Big Boi był w 2010 lata świetlne przed konkurencją:

  • Solidność. Album składa się z 15 ścieżek (w tym intro i 14 piosenek), które łącznie prezentują nieosiągalny dla innych solidny poziom.
  • Kompletność. Produkcja, teksty, występy gości, melodia, brzmienie - na tym albumie nie ma miejsca na słowo "słaby", wszystkim aspektom należy ocenić na co najmniej bardzo dobry.
  • Nowoczesność. Że niby Kanye przeniósł rap w rejony, w których wcześniej go nie było? Być może, ale to tylko stosowany na masową skalę, znany od zarania dziejów rapu sampling, mniej lub bardziej znanych, utworów. Big Boi tego wszystkiego nie potrzebuje, by stworzyć przyjemne i ciekawe dla ucha brzmienie. Stosunkowo oszczędna produkcja, chwytliwe melodie i młodzi utalentowani goście - to recepta na sukces SLLF:TSOCD. 
  • Różnorodność i spójność. Organized Noize, Saalam Remi, Scott Storch, Andre 3000, Lil Jon - to tylko część producentów odpowiedzialnych za ten album. Janelle Monae, Sleepy Brown, T.I., Yelawolf, Jaime Foxx, B.o.B., Gucci Mane - ich na nim usłyszymy. Nazwiska mówią same za siebie, ale co cieszy szczególnie, mimo wydawałoby się kompletnie różnych wpływów (utwór Lil Jona jest na albumie tuż po udziale Andre 3000), całość jest niesamowicie spójna - posłuchajcie sobie The Love Below, a zaraz potem potem crunkowych hymnów Lil Jona by zobaczyć jak bardzo mogło to wszystko się gryźć.
  • Unikalność. Czym różni się brzmienie na albumie Pimp C od tego u Buna B? Albo Slim Thuga i Paula Walla? Czy Legend Of Mr Rager był chociaż połowicznie tak dużym krokiem na przód jak The End Of The Day? Podczas gdy inni raperzy duszą się w swoim własnym sosie, Big Boi stworzył album unikalny - odmienny od dotychczasowych dokonań OutKastu i jedyny w swoim rodzaju w roku 2010. Sztuka ta, udała się chyba jeszcze tylko Yelawolfowi, ale on jest wciąż debiutantem, a Antwan Patton ma za sobą dwie dekady nawijania do mikrofonu.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Hnmmmmmm ja bym dala dwa pierwsze miejsca bo wlasnie jeszcze dla k. westa. Ale wybor jest ok

Prześlij komentarz