poniedziałek, 27 września 2010

T.I. traci sponsorów i wsparcie wytwórni

Gdy w marcu tego roku T.I. wyszedł z więzienia, wydawało się, że raper spróbuje wrócić na szczyt. Szło mu całkiem dobrze, singiel "I'm Back" zyskał uznanie, film z raperem w jednej z głównych ról "Takers" zdobył amerykańskie kina, prace nad albumem "King Uncaged" (mimo kilku opóźnień) trwały i wtedy...  1 września raper trafił znów w ręce policji. Teraz z każdym dniem T.I. ma o jeden więcej powód do zmartwień.

Z planów T.I. wykreślono już co najmniej dwa koncerty (tyle oficjalnie potwierdzono). Najpierw z usług rapera zrezygnowało Penn State University, teraz umowę wypowiedziała sieć komórkowa Virgin i na "Virgin Mobile Free Fest" w jego miejsce do line-upu zaangażowali... Ludacrisa.
O problemach T.I. z Atlantic Records poinformował Pharell w wywiadzie dla mtv.com. Wytwórnia wymaga od rapera bardziej popowego stylu. Niemniej, nowy album nie powinien zawieźć i podczas pracy nad krążkiem nagrano rzekomo już  60 piosenek:
Widziałem, około 60 piosenek. Prawie każda, którą T.I. mi zagrał była niesamowita. No i one mają bardziej popowe oblicze... Wytwórnia w pewnym sensie przykłada pistolet do głowy, bo musi opłacić swoje rachunki. Zaufajcie nam, album T.I. będzie niesamowity. On ma wielki talent i minęło już trochę czasu od kiedy razem pracowaliśmy, ale... To będzie coś szalonego.
Na niekorzyść T.I., niejeden raper ma na koncie dziesiątki/setki piosenek, które leżą głęboko schowane przed światem ze względu na brak pozytywnej decyzji labela. A presja w stronę popu powoli staje się standardowym problemem raperów z kontraktami w dużych wytwórniach. O starciach wynikających z tego typu oczekiwań niejeden raz wspominał Chamillionaire. Lupe Fiasco, który podobnie jak T.I. ma kontrakt z Atlantic Records, od trzech lat nie był w stanie wydać albumu, mimo, że jego "Lasers" został już dawno ukończony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz